Na początku było wielkie marzenie dwójki przyjaciół, których łączny kapitał nie wystarczyłby nawet na zakup łańcucha do kotwicy. Od tego czasu ich spółka Auerbach kupiła już trzy statki – ostatnio Maple Leaf.
„Mieliśmy tylko rysunek statku i jakąś wstępną kalkulację. Cały biznesplan spisany na papierze zajmował trzy kartki. Nic więcej. Przedstawiliśmy to pewnemu przedsiębiorcy, a ten powiedział nam: dobra chłopaki, robimy to. Najpierw kupimy statek, a potem wyposażenie do niego.”
Przy wsparciu innych inwestorów, dwóch młodych przedsiębiorców skorzystało na kryzysie w branży i za dobrą cenę kupiło trzy transportowce od upadających firm. Dzięki temu mogli je wyczarterować odpowiednio taniej. Co więcej, odkryli niszę.
„Nasza przewaga polega na tym, że nie zmuszamy klientów, by wykupowali miejsce na 10 tysięcy małych kontenerów. Pozwalamy na duże, niewymiarowe ładunki, np. skrzydła turbin wiatrowych.”
Branża wciąż jest w kryzysie i armatorzy na całym świecie złomują kontenerowce w nadziei, że mniejszy rynek wyzdrowieje szybciej. Niemniej, Auerbach rośnie w siłę.
„Najważniejszym składnikiem ich sukcesu jest to, że inwestorzy oraz zarządzający grają do jednej bramki. Mają konkretny cel, który wspólnie realizują. Ponadto, skupiają się na odkrytej przez siebie niszy, co w tym momencie na pewno uatrakcyjnia ich ofertę.”
Do 2016 roku w skład floty Auerbach ma wchodzić 10 statków. Nikt, kto zna młodych przedsiębiorców, nie ma żadnych wątpliwości, że uda im się zrealizować ten cel.
Zaloguj się Logowanie