Co nam zagraża?
Jednak zdaniem ekspertów IBnGR bieżący kwartał będzie ostatnim, w którym utrzyma się trend wzrostowy. Przez cały następny rok PKB będzie maleć z 3,8 proc. w I kw. do 3 w ostatnim i ostatecznie wyniesie zaledwie 3,4 proc. Dlaczego? Ekonomiści podają trzy powody: niewystarczający poziom inwestycji; zaostrzenie polityki monetarnej (stopy procentowe wzrosną, ponieważ inflacja doszła do górnego celu inflacyjnego RPP – 3,5 proc.); wzrost podatków (VAT, akcyza).
Jednak minister finansów twierdzi, że wyższy VAT nie uderzy we wzrost gospodarczy. – Gospodarka będzie na tyle silna, że wzrost podatku nie spowoduje żadnego zachwiania tego przyspieszenia – powiedział Rostowski jeszcze w sierpniu Analitycy są w tej kwestii podzieleni.
Do czynników stopujących aktualne tempo wzrostu należą:
- Zła sytuacja finansów publicznych (wysoki deficyt i dług publiczny) i odwlekanie gruntownych reform przynajmniej do końca 2011 r. (wybory parlamentarne).
- Podwyżka VAT-u i akcyzy.
- Niska dynamika akcji kredytowej – banki raczej niechętnie finansują inwestycje, bardziej są skore do kredytów na działalność bieżącą.
- Ujemny bilans handlu zagranicznego.
- Usuwanie skutków powodzi oszacowanych na 3 mld zł.
- Zapowiadane na przyszły rok spowolnienie w większości krajów UE (do tego poważne kłopoty mają Rumunia, Irlandia – mogą wymagać pomocy na skalę grecką).
- Niższe tempo rozwoju Niemiec, których wzrost w 2011 r. ma przyhamować prawie dwukrotnie (z 3,4 do 1,8 proc.).
Armagedon A.D. 2020
Były wiceprezes NBP, prof. SGH Krzysztof Rybiński uważa, że Polska mogłaby się rozwijać szybciej niż obecne 3-4 proc., ale w 2008 r. za obniżką podatków (najpierw zmniejszenie składki rentowej, potem uproszczenie stawek podatku dochodowego) nie poszła redukcja wydatków państwa.
Jego zdaniem w najbliższej dekadzie nasz kraj może rosnąć w tempie 6-7 proc. rocznie, ale stanie się tak dopiero po dokonaniu ważnych reform: zredukowaniu deficytu budżetowego i długu publicznego, którego obsługa kosztuje nas kilkadziesiąt miliardów rocznie; zmianach w systemie emerytalnym (urealnienie KRUS-u, podniesie wieku emerytalnego, ukrócenie wcześniejszych emerytur i innych przywilejów); zmniejszeniu wydatków budżetowych (np. na rosnącą administrację). – Bez tych zmian będziemy się rozwijać na obecnym, 3-proc. poziomie, a potem staniemy w miejscu – mówi w rozmowie z „Gazetą Bankową”.
Dlaczego stan finansów publicznych jest tak istotny dla wzrostu gospodarczego? Odpowiednio niski deficyt i dług publiczny (a najlepiej ich brak) wpływają na stabilność makroekonomiczną państwa. Nie występuje zagrożenie inflacją, więc stopy procentowe utrzymują się na niskim poziomie, czyli przedsiębiorstwa mają względnie łatwy dostęp do kredytów, którymi mogą finansować inwestycje, rozwój i wzrost płac, co z kolei napędza konsumpcję. Wszystko tworzy więc naczynie połączone, w którym zmiana jednego wskaźnika wpływa na inne.
Póki co recesja nam nie grozi. Ekonomista twierdzi, że Polacy przez jakiś czas poradzą sobie ze skutkami zaniedbań rządzących w kwestii finansów publicznych, ponieważ naszą siłą jest przedsiębiorczość. W porównaniu do rówieśników młodzi Polacy jako jedni z nielicznych chcą pracować na swoim, podczas gdy np. Francuzi – w administracji publicznej, a wolne środki przeznaczylibyśmy na założenie własnej firmy (jako jedyni obok Turków i Chińczyków).
Rybiński przewiduje ogromne kłopoty po 2020 r. Powody? Brak reform, niekorzystne tendencje demograficzne (nikły przyrost naturalny, starzenie się społeczeństwa), zmiany w prawie UE (konieczność kupowania przez firmy pozwoleń na emisję dwutlenku węgla).
Strony: 1 2
Zaloguj się Logowanie